herozone

blog o komiksach i superbohaterach

RECENZJE

Ultimate Spider-Man. Tom 5- recenzja

Nie można zaprzeczyć, że Spider-Man może się pochwalić najbardziej charyzmatycznymi, przebiegłymi, a jednocześnie zabawnymi i komicznymi przeciwnikami ze wszystkich bohaterów Marvela. Pomimo tego, iż większość z nich stworzona została w latach 60, przez Stana Lee oraz Steve’a Ditko, Zielony Goblin, Doktor Octopus towarzyszą Ścianołazowi od samych jego początków. A w 1964 roku w Annualu #1 pojawia się Sinister Six, zespół superłotrów, mających ze Spider-Manem na pieńku, stworzony z najbardziej ikonicznych przeciwników: Doctor Octopus, Kreven Łowca, Mysterio,  Sandman oraz Electro.

CZYTAJ TAKŻE: Ultimate Spider-Man. Tom 4

Od tego czasu, przez dziesięciolecia pojawiały się różne wcielenie tej supergrupy, aż na początku XXI wieku na swój warsztat wziął temat sam Brian Michael Bendis. Podczas pracy nad serią Ultimate Spider-Man, której zbiorczy piąty tom otrzymujemy dziś na polskim rynku, wydany przez Egmont.

Ultimate Six

Tym razem piątka największych wrogów Człowieka Pająka, czyli Norman Osoborn, Otto Octavius, Flint Marko, Electro oraz Kraven uciekają z superwięzienia i zamierzają zemścić się na Nicku Fury. Osborn jako 6 członka upatrzył sobie Petera Parkera. W Ultimate Marvel Universe rzeczy mają się inaczej niż na Ziemi 616, są podobieństwa, jednak całość ma zupełnie inny charakter, i właśnie na tym polega atrakcyjność tego ciekawego pomysłu. Prace Bendisa są radosne, optymistyczne i pełne młodzieńczej energii Spider-Mana.  Jednak w mini serii o przygodach S6 widać wpływ innego scenarzysty tworzącego także w świecie Ultimate, mowa tutaj o Marku Millarze. Jego podejście jest z gołą inne niż Bendisa. Mroczne, brutalne i cyniczne. Jego Ultimates, czyli odpowiednik Avengersów to zbiór egocentrycznych socjopatów, wierzących, iż każdy konflikt lub problem można rozwiązać tylko siłowo.

CZYTAJ TAKŻE: SPIDER-MAN dla początkujących

W odróżnieniu od wcześniejszych przygód Petera Parkera spod pióra Bendisa nie jest to opowieść o wesołych przygodach, młodocianego superbohatera. Jest bardziej dorosło, mroczniej i poważniej. Widać wyraźną inspirację Millarem, w 7 zeszytach opowiadających o walce z Sinister Six. May tutaj także ilustracje Trevora Hairsne, które moim zdaniem mają nam przypominać prace Bryana Hitcha, znane ze stron serii The Ultimates. Według mnie doskonale pasują one do dynamicznych scen walki, ale nie do ulubionych przez Bendisa rozmów lub bardziej dramatycznych wydarzeń. Całość trzyma poziom, jednak nie jest to z pewnością najlepsze dzieło Bendisa.

Pająk jedzie do Hollywood

Natomiast kiedy wracamy do regularnych numerów serii USM, to przekaz znowu staje się optymistyczny, a radosne ilustracje Marka Bagleya podkreślają młodzieńczy charakter naszego bohatera. Bendis serwuje nam małą opowieść meta, gdy Peter dowiaduje się, iż w powstaje film o przygodach Spider-Mana, gdy jednocześnie Doctor Octopus po raz kolejny ucieka z więźnia, szykując srogą zemstę na naszym ulubionym arachonastolatku.

Bardzo zabawne są sceny, gdy Peter spotyka na planie filmowym reżysera Sama Raimi oraz Tobey’ego Ma Maguire. Bendis także wpija lekko szpilę w rozdmuchane ego producentów filmowych, ukazując bardziej cyniczną stronę przemysłu filmowego.

Na sam koniec otrzymujemy mały diament, w postaci #59, jest to kameralna opowieść pełna osobistych wyznań, pomiędzy Peterem, MJ i Gwen Stacy.  W numerze tym wyraźnie widać, iż siła Bendisa tkwi w atencji dla emocji i wewnętrznych przeżyć jego bohaterów.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

57 − 49 =

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.