herozone

blog o komiksach i superbohaterach

RECENZJE

Tajne wojny-recenzja

12806216o

 

Wszystkie światy zostały zniszczone. Zostały dwa, Ziemia 616, i Ziemia 1610, czyli Ultimate Marvel. Teraz one mają się spotkać i ulec unicestwieniu Pojawia się nowa planeta. Batteleworld. Kto nim rządzi? Doktor Doom. Witamy z tajnych wojnach.

UWAGA: w recenzji pojawia się kilka spoilerów, gdyż używam ich jako przykładu, dlaczego Tajne Wojny moim zdaniem są niewypałem.

W 2015 roku Marvel zaserwował swoim czytelnikom mega event, który przeciągnął się do 2016, bo Hickman i Ribic mieli kłopoty z terminami. Przez co wszystkie tie iny oraz reboot uniwersum Marvela pojawiły się miesiące przed końcem tej opowieści. A sama historia jest do niczego.
Jednak to nie tylko event Marvela, to kulminacja wieloletniej epopei, jaką Hickman zaczął planować już, gdy pracował nad Fantastyczną Czwórką, wplatał jej elementy w różne tytuły, takie jak Avengersi. Czy to oznacza, że trzeba je wszystkie przeczytać przed zabraniem się za TW? Na Oddyna, całe szczęście nie.

W obecnym w tym wydaniu zeszycie #0 niejaka Valeria Richards doskonale podsumowuje dotychczasowe wydarzenia, a i tak od #2 wszyscy czytelnicy jadą na tym samym wózku, Nikt nic nie wie i ma masę pytań.

Gra o tron dla ubogich

14054469o

Dwie największe wady tej historii to brak historii oraz złe zaplanowanie całości. Ważny moment, czyli unicestwienie świata Marvela dzieje się w pierwszym numerze, a potem to jesteśmy oszukiwani, że planeta Battalewaorld zastąpi znany nam z komiksów świat. A wiadomo, że jest to twór tymczasowy jak śmierć Spider-Mana w filmowych Avengersach. Z niewyjaśnionych powodów Hickman stworzył brzydszego, mniej zdolnego i ogólnie gorszego brata Gry o Tron.

CZYTAJ TAKŻE: Tajne Tajne Wojny Deadpoola-recenzja

Planeta podzielona jest na królestwa, których władcy oddają cześć Doomowi- stwórcy i imperatorwi całego świata. Jest mur chroniący przed Zombie i potworami, którego strzegą Thoriwie, tak w licznie mnogiej. Niczym nocna straż. A szeryf Strange to nikt inny jak Litefinger z Westros. Przyznam, przez chwilę jest to ciekawe. Kiedy stało się nużące, zacząłem się zastanawiać, kiedy zacznie się akcja. Cóż nadal czekam.

Nuda, nuda i jeszce raz nuda

Do czwartego zeszytu oryginalnej serii byłem zainteresowany i podobało mi się to, co czytam, ale potem Hickman traci kontrolę nad wszystkim i wszystko się rozpada. Na planecie pojawiają się rozbitkowie ocalali z końca świata, walczą z tymi, walczą z tamtymi, a potem jeszcze raz z tamtymi. Jest to strasznie nudne.

CZYTAJ TAKŻE: X-men – klasyczne historie, które trzeba przeczytać

Nagle akcja skacze kilka tygodni do przodu. Pojawiają się nagle nowi bohaterowi, inni okazuje się, zostali pojmani, nie wiadomo jak kiedy i przez kogo. Dwóch Reedów dobry i zły nagle współpracują razem w celu… którego nigdy nie poznajemy, ale ono także go nie znają, więc po prostu sobie pracują.

14054468o
Peter Parker i Miles Morales dowiadują się co jest źródłem mocy Dooma i nic nie robią z tą informacją, wszystkie armie na planecie decydują walczyć z Dommem od tak bez powodu. Ben Grim ma nagle kilkadziesiąt metrów wysokości, Groot zresztą też. Tytuł jest pełen ślepych uliczek i niewyjaśnionych zdarzeń.

Kopania leżącego ciąg dalszy

I nagle pod koniec wszystko wraca do stanu sprzed zagłady. Nie było żadnego wybuchy, wszystko jest cacy. Cóż straciliśmy UM, ale w tamtym czasie notował on spadki sprzedaży więc to nic takiego. Jednak Miles Morales był zbyt popularny i przynosił zyski, wiec on i jego rodzina, przyjaciele w magiczny sposób trafiają na ziemię 616.

Kolejna duża konsekwencja to emerytura Fantastycznej Czwórki, ale i to było do przewidzenia, słaba sprzedaż, Disney nie ma praw, a obecna wytwórnia robi coraz gorsze filmy.Hickman ma dobre pomysły, ale historii opowiadać nie umie, takie jest moje zdanie. Przykładem jest tutaj jego East of West.

Rysunki są także słabe, widać, że były tworzone w pośpiechu, co kilka stron mamy panele gdzie są same głowy bez tła, ciała. Tylko po to, by się uporać z terminami, które i tak były zawalone. Im bliżej końca tym jakość ilustracji jeszcze spada.

Kilka esteregów i cameo to nie jest to, czego można się spodziewać po tak wielkim evencie. Poza tym dziury w fabule mogą być uzupełnione przez kolejne tie iny, a główna opowieść ma 10 zeszytów. Czytacie ten komiks na własną odpowiedzialność.

Za udostepnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

26 − = 24

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.