herozone

blog o komiksach i superbohaterach

RECENZJE

Promethea. Księga pierwsza-recenzja

Ta opowieść z niebywałą łatwością wdarła się do grona moich ulubionych komiksów. Jednak może się okazać, iż jest ona na tyle nietypowa czy nawet niszowa, że wielu miłośnikom komiksów, czy nawet twórczości Alana Moora może się ona nie spodobać.

Od początku swojej drogi komiksowej autor ten kojarzony jest z mrocznymi, politycznie nacechowanymi fabułami. Jednak w okolicach swoich 40 urodzin ogłosił się magikiem i otwarcie zaczął wypowiadać się na temat swoich okultystycznych wierzeń. Odzwierciedleniem tej strony jego życia jest właśnie wydana przez Egmont, Promrethea.

Na pierwszy rzut oka Promethea wydaje się komisem o superbohaterce, która swoje moce zawdzięcza magii, a nowe umiejętności używa do walki z demonami oraz innymi fantastycznymi stworzeniami. Większość znanych bohaterów komisowych swoje moce czerpie z nauki, ale jest kilku takich jak Dr. Strange, Zatana, Constanitne, Shazam, którzy używają mocy. Są jednak oni w mniejszości i przeważnie stanowią tło dla Spider-Mana, Batmana czy też innych herosów działających z wykorzystaniem osiągnięć nauki.

Kosmologia według Moore`a

Moore jednak nie stworzył kolejnej miałkiej opowieści o magii i zaklęciach, jego zainteresowania są sięgają znacznie dalej. Zamiast skupić się na tylko na opowiedzeniu historii swojej bohaterki, przede wszystkim wykorzystuje jej losy, jako platformę do zaprezentowania własnej kosmologii oraz często zawiłego systemu wierzeń opartych o magię i prastare okultystyczne praktyki. Moore czerpie z kosmologii thelemicznej Aleistera Crowleya i rzeczywiście to nazwisko często przewija się na stronach tego tomu. Autor nawiązuje także do magii Chaosu, popularnego ruchu okultystycznego, którego korzenie sięgają lat 80. w Wielkiej Brytanii, czyli w miejscu i czasie, gdy sam Moore stawał się ikoną kontrkultury.

Jak zwykle w jego komiksach cała struktura opowieści jest obsesyjnie wręcz przemyślana, każe słowo jest zamierzone, każdy kadr skonstruowany tak, by czytelnik miał nieodparte wrażenie spójnej większej wizji, jaką tworzy Moore. Poza doskonałą umiejętnością wymyślania nietuzinkowych historii opanował on umiejętność wykorzystywania wizualnej strony komiksu. Ważne jest tempo czytania, jego kierunek czy nawet układ poszczególnych ilustracji,  także strony są zdobione w taki sposób, iż cały tom wydaje się starożytną księgą magów, którą czytelnik znalazł po wielu wiekach.

Ilustrator J.H. Williams III wykazał się nie lada kunsztem tworząc finezyjne, dynamiczne obrazy, który w dokonały spośób uzupełniają wizję Moore`a. Stosuje on różne techniki,  bogatą paletę barw, a wykreowane przez niego światy są jednocześnie zachwycające, magiczne i oparte w naszej rzeczywistości.

Skok na główkę w króliczą norę

Sama opowieść przypominała mi przygody Alicji w krainie czarów. Młoda dziewczyna dowiaduje się o istnieniu fantastycznego świata, w którym znajduje się wbrew swojej woli i musi sobie radzić. Jednak u Moora wszystko jest dodatkowo spowite atmosferą spisków, tajnych rytuałów i innych magicznych obrzędów.

 

Moim zdaniem warto sięgnąć po ten tytuł, jest to mądrze napisana,  doskonale zilustrowana opowieść o kobietach, magii, świecie i wszystkim tym, co naszym zdaniem jest istotne, a co w zetknięciu z absolutem całkowicie traci jakiekolwiek znaczenie.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuję wydawnictwu Egmont.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

29 − = 22

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.