herozone

blog o komiksach i superbohaterach

RECENZJE

Dlaczego Extraordinary X-Men rozczarowują- wrażenia po lekturze 3 tomu.

Jeff Lemire jest znacznie lepszym pisarzem, niż można wnioskować po przygodach X-menów zawartych w wydanych u nas tomach. Każdy, kto czytał inne tytuły spod jego pióra, zgodzi się ze mną. Jest to utalentowany pisarz zarówno komiksów niezależnych, jak i tych wydawanych przez duże domy wydawnicze. Tematy superbohaterskie także nie są mu obce, więc co tym razem nie pykło, jak to się mówi.

Zbyt mało swobody

W jednym z wywiadów Jeff powiedział, iż pisanie tej serii było do niego prawdziwym koszmarem. Marvel miał już przygotowane pomysły na całą historię, a on miał tylko wypełnić brakujące luki. Przyznacie, że dla pisarza nie jest to sytuacja komfortowa. Nie tylko musiał sprostać wymaganiom fanów, co samo sobie jest trudne, ale także realizować wytyczne kierownictwa wydawnictwa.

Extraordinary X-Men miało być okrętem flagowym tytułów skupiających się na przygodach mutantów, jednak Lemire nie mógł rozwinąć swoich skrzydeł i realizować swojej wizji. Zamiast tego musiał realizować pomysły innych ludzi, reagować na liczne prośby o zmiany i wpasować losy mutantów w plany wydawnicze, eventy oraz inne korporacyjne trybiki.

Nie ma się co dziwić, że wolał realizować się w innych tytułach swojego autorstwa, na co pozwalał mu zresztą kontrakt z Marvelem. Jednak jest profesjonalistą i co mógł, to zrobił. Extraordinary X-Men tom 3 jest zbiorem kilku zeszytów opisujących kolejną przygodę Storm i jej podwładnych próbujących odnaleźć się w świecie po kolejnej wielkiej zawierusze. Tym razem muszą stanąć do walki z Colossusem oraz uwolnić swoją przyjaciółkę z Limbo.

Zbyt mało oryginalności

Kolejny mój zarzut dotyczy samej fabuły tego tomu. Ile to już razy ktoś z bohaterów stawał się tym złym, a reszta kompani bohatersko walczy, by go odzyskać? Ile razy odwiedziliśmy Limbo, ile razy mutanci podróżowali w czasie, ile razy oglądaliśmy postapokaliptyczną przyszłość.

I wcale nie mówię, że nie można tego robić, ale na tym etapie trzeba wymyślić naprawdę ciekawą fabułę, by czytelnika zainteresować. Niestety ktoś u Marvela postanowił wykorzystać wszystkie ograne triki, a biedny Jeff musiał się z tym męczyć.

W wyniku tego dostajemy co najwyżej przeciętną serię, która całe szczęście kończy się wraz z kolejnym, czwartym tomem. To, co przemawia za tym by jednak kupić sobie ten komiks to ilustracje, których autorem jest Victor Ibañez. Nie są one może jakieś wyjątkowe, ale sposób, w jaki rysuje on Limbo czy też inne wymiary i ich mieszkańców jest na tyle interesujący, że warto postawić sobie komiks na półce i od czasu do czasu go poprzeglądać.

Za udostępnienie egzemplarza do recenzji dziękuje wydawnictwu Egmont.

LEAVE A RESPONSE

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

7 + 1 =

Komiksami i superbohaterami interesuję się od dziecka. Postanowiłem rozwijać swoją pasję oraz dzielić się nią z innymi. W ten sposób powstał projekt Herozone. Zapraszam do lektury, do komentowania i do wspólnego delektowania się światem superbohaterów.